Kary Gulbinowicza, czyli zabawa w ciuciubabkę trwa
Gulbinowicz (G.), kardynał zwany „księciem” kościoła (dając do zrozumienia, że kościół jest rzeczywiście księstwem skorumpowanych, nietykalnych i żądnych władzy mafiosów), dostał kary za molestowanie seksualne.
Reakcja polskiej opinii publicznej to generalne usatysfakcjonowanie. Nikt nie pyta, czy kary adekwatne. Nikt nie zastanawia się, dlaczego teraz, a nie o wiele wcześniej. Nikt nie pyta, dlaczego ewentualne „pokazowe” kary dotykają owych wysokich funkcjonariuszy systemu tylko wtedy, gdy ci są emerytowanymi seniorami, odstawionymi od gry w pierwszej lidze, a nigdy nie dotykają ich i im podobnych, gdy są u władzy, gdy bawią się, poddając sobie społeczeństwo? Co z tego, że czekano aż do emerytury, by ruszyć sprawy podobnych mu elementów wyznaczonych przez system na kozłów ofiarnych, co to niby stoją już w kolejce: Dziwisza, Głodzia i innych? Nikt nie myśli, czy kary dla kardynała G. są w ogóle odpowiednie. G. nie będzie mógł „występować publicznie”, co oznacza, że teraz „występy” reżimu będą się musiały obejść bez niego, a że występy są i będą regularne, huczne i zawsze pełne naszych książąt, nikt tej straty nawet nie zauważy. Po śmierci ciało G. nie będzie przechowywane pod dachem katedry, ale pod gołym niebie. Dla nas, Polek i Polaków, co obsesyjnie zajmujemy się ciałami zmarłych zamiast prawami żywych, wydaje się to być kara nader wielka: jakżeż to taki książę po śmierci pod gołym niebem, zupełnie jak my, zwykły plebs? Taka śmieszna kara to jakby miecz w serce naszego narodu czcicieli grobowców. Nikt nie zastanawia się, czy owe kary w ogóle mają jakiś wpływ na wykorzenienie pedofilii i wykorzystywania poddanych, czy pomogają w wykorzenieniu molestowania seksualnego i przemocy wobec osób słabszych, poddanych autorytetowi kleru, zastraszonych we wierze, czy wręcz odwrotnie: raczej ukryją strukturalną przemoc kościelną, posługując się kozłem ofiarnym dla opinii publicznej. Nikt nie pyta, czy te kary wpłyną jakoś na zmianę losu jeszcze żywych. Zasadniczo polska opinia publiczna dała już odpowiedź: „sprawiedliwości stało się już zadość”, stąd reakcje są następujące:
1. W narodzie rozległ się krzyk, że trzeba odebrać przestępcy wszystkie odznaczenia, ordery, tytuły, honorowe obywatelstwa, a jest tego nie mało, więc każdy polityk i polityczka, każdy komentator może optować za innym orderem. Polska Wikipedia poświęca służalczo orderom naszego drogiego jubilata cały rozdział zatytułowany: „Odznaczenia, tytuły, wyróżnienia, upamiętnienia” (warto się zastanowić nad dewiacjami polskiej Wikipedii, bo to przecież nasze dzieło, a często jest niegodna, by ją w ogóle czytać, bo bardziej niż profesionalizmowi służy katolickiemu reżimowi). Dziś iście cyrkowa lista tytułomanii służy do przygotowania postów żądających odebrania kardynałowi G.: orderu orła białego, orderu odrodzenia Polski, złotego medalu zasłużony kulturze, złotej odznaki zasłużony dla ochrony przeciwpożarowej (sic!). On w ręku trzyma też honorowe obywatelstwo: Wrocławia, Lądka-Zdroju, Oławy, Barda, Dzierżoniowa, Trzebnicy, gminy Ziębice, Białegostoku, Środy Śląskiej, Sobótki, gminy Pieszyce, Ząbkowic Śląskich, gminy Orneta, miasta i gminy Ścinawa, regionu Dolnego Śląska. Ma też odznakę honorową za zasługi dla województwa warmińsko-mazurskiego i złotą odznakę honorową Wrocławia. Jak wiadomo, wszystkim kościelnym hierarchom daje się nie tylko bezpodstawne medale, ale i doktoraty wszystkich możliwych uczelni nie za zasługi intelektualne, bo większość z nich nie potrafi sklecić samemu teologicznie poprawnej homilii, a nauczeni są tylko by pleść bez końca i bez pomyślenia. I tak kardynał G. ma doktoraty honoris causa: Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, Akademii Rolniczej we Wrocławiu, Politechniki Wrocławskiej i Akademii Medycznej we Wrocławiu i coś równoznacznego z honoris causa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dzięki polskim uniwersytetom mamy eksperta teologa, rolnika, inżyniera, lekarza i fundamentalistę (bo fundamentalistyczny KUL ciężko byłoby uznać za środowisko naukowe). Na tym nie koniec. Kardynał G. ma perłę honorową polskiej gospodarki w kategorii krzewienie wartości patriotycznych (ciężko o głupszą nagrodę), nagrodę Jana Nowaka-Jeziorańskiego, diamentowy Feniks. Jakby tego nie wystarczyło, dostał od Polek i Polaków dziecięcą nagrodą „Serca” i order uśmiechu. Pamiętam, jak na niestrawnych polskich przyjęciach w Rzymie, kończących się wodolejskimi przemówieniami tych utytłanych tytułomaniaków, G. zawsze dużo się śmiał jak ktoś dobrze chroniony przez system i pewien, że mu nikt nie może nic zrobić. Nie był to uśmiech dobrotliwy, co raczej kogoś, kto będąc dzięki systemowi kościelnemu nietykalnym, ma wszystkich „w głębokim poważaniu”, jak mówiło się u mnie w domu, by nie użyć obraźliwych, a prawdziwych zwrotów. Jakby tego było mało, jego imię nosi „Ośrodek Badawczo-Naukowo-Dydaktyczny Chorób Otępiennych Akademii Medycznej we Wrocławiu Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Ścinawie, zwany Ośrodkiem Alzheimerowskim” (wszystko to wiemy dzięki polskiej Wikipedii, która chyba zapomniała postawić przecinka między „Wrocławiu” a „Samodzielny”, ale to nie jest ważne, bo ważne jest jak dbać o to, by „profesjonalizm” polskiej encyklopedii internetowej odpowiadał serwilizmowi wobec kościoła).
Za tym wszystkim idzie teraz obecny cyrk postów żądających odebrania po kolei wszystkich tych tytułów jednemu funkcjonariuszowi systemu. Czy ktoś się zastanowił przez chwilę, że ten tytułomaniak jest po prostu odzwierciedleniem Polski, że owe tytuły i nagrody z nieba nie spadły, a zostały i wciąż są przyznawane przez polskie społeczeństwo, polskie uniwersytety, kapituły najwyższych polskich odznaczeń nie tylko kardynałowi G., ale wszystkim funkcjonariuszom kościoła, dopychającym się do władzy? Wcale nie uważam, że należy zaczynać od odbierania obywatelowi G. jego „zasłużonych odznaczeń”. Najpierw należy się zastanowić czy to polskiemu społeczeństwu czegoś nie odebrano, czy my w ogóle jeszcze używamy krytycznego myślenia albo zwykłego poczucia wstydu, a może po prostu jesteśmy już tak poddani służalczej irracjonalności, że niczego się nie wstydzimy. Może najpierw trzeba się zastanowić, kto mu to wszystko dał i kto wciąż rozdaje kościelnym baszom i panom wszystko to, co nasze, i kto daje na to przyzwolenie? Kto wciąż organizuje na każdym szczeblu naszego życia społecznego owacje dla kasty hierarchów, którzy nas sobie poddali? Przecież na to wszystko jest bezdyskusyjne, generalne przyzwolenie społeczeństwa, które o tej porze roku już przygotowuje się na kolędową kontrolę. Przecież my nie mamy zamiaru nic zmieniać w tej kwestii. Jaki kolejny medal jest aktualnie szykowany dla Gądeckiego i spółki? Nie wierzę, by nastąpiła jakaś stagnacja w tych polskich żniwach.
To dokładnie tak jak kardynał Grocholewski był bardzo zasłużony dla miasta Ciechocinek, bo dyrektor ośrodka rehabilitacyjnego w tym mieście zamykał dla niego basen, by mógł tam się sam moczyć, bez udziału „hołoty”. Sam kardynał Grocholewski, jeszcze gdy żył, mi to opowiadał rozbawiony luksusem, jakiego zawsze doświadczał w Ciechocinku. Niech sobie „głupi lud” poczeka, gdy basen będzie wolny. Oni dokładnie tak o nas myślą i tak nas traktują, bo to my na to pozwalamy i w głębi serca tego chcemy. Za to ich wciąż nagradzamy, czcimy, wielbimy i adorujemy. Dlatego nie rozumiem obudzonego teraz pędu społecznego, by jednemu z nich wszystkie nagrody odbierać, bo nie udało mu się umrzeć, zanim stało się niemożliwym ukrywanie systemowych przestępstwa i tenże system wyznaczył go na kozła ofiarnego.
To my, polskie społeczeństwo, przyzwoliliśmy i w dużej mierze stworzyliśmy system niewolniczego poddania klerowi i kościołowi, a teraz łudzimy się, że to naprawimy, odbierając jednemu z nich tytuły, i pewnie dla równowagi przydzielając je innemu, aktualnie łaskawie panującemu mocodawcy kościelnego systemu władzy. Naszemu społeczeństwu należy podpowiedzieć, by zastanowiło się, co robi i co musi natychmiast naprawić w sobie. Co z tego, że zabierzemy to, co wcześniej daliśmy bez minimum kryterium jednemu z funkcjonariuszy, który teraz odpocznie sobie w spokoju i luksusie przed śmiercią, bez konieczności oglądania kogokolwiek poza własną służbą zakonnic niewolnic, albo po prostu umrze w eleganckiej klinice czy też pomogą mu umrzeć? Cóż z tego, że odbieranie medali jednemu to sposób na to, by nie zrewidować i naprawić nas samych, zniewolonego przez kościół społeczeństwa? To przecież nasza wina, że teraz tyle tytułów trzeba osobnikowi odbierać. Może po prostu nasze polskie społeczeństwo powinno na chwilę się zatrzymać i pójść po rozum do głowy i nie robić ze swego systemowego cyrku tytułów nowego cyrku odbierania ich „biedaczynie”, której nie udało się o czasie zająć miejsca w krypcie pod dachem katedry.
2. Mam nieodparte wrażenie, że wszyscy w Polsce są usatysfakcjonowania przeprosinami kurii wrocławskiej za swego byłego szefa G., które wyglądały mniej więcej tak: „rzecznik Kowalski przeprasza, kropka”. Co z tych przeprosin ofiarom czy zniewolonemu społeczeństwu, które też jest ofiarą kościoła? Przeprosiny bez naprawy systemu nic warte nie są, a patriarchalnego systemu podsycającego i ukrywającego przemoc, nie tylko seksualną, nikt nie ma zamiaru naprawiać. Co więcej, system świetnie pracuje nad tym, by propagandowo takie publiczne historie jak ta były odbierane jako wyjątek od nieskazitelnej rzeczywistości kościelnego systemu. Nikt nie pyta, czy podobne przypadki nie rodzą się dzięki systemowi kościelnemu, który obsesyjnie prześladuje seksualność, zakompleksia, nie pozwala jej rozwijać się zdrowo i otwarcie, i sprawia, że wielu ucieka do przemocy nad słabszym, szczególnie gdy ma już władzę, autorytet społeczny i pieniądze, by tę swoją seksualność zdeformowaną przez Kościół jakoś wyrazić w ukryciu. Wreszcie, co to za forma przeprosin za kardynała, za którego przeprosił nas pewien Kowalski, a nie kumple z tej samej kasty najwyższych rządców dusz, w tym dniu nieobecni? Oni wystawili ludowi Kowalskiego i lud się cieszy. Lud i prasa są usatysfakcjonowani postawą takiego transparentnego kościoła, bo pewien Kowalski przeprosił za jednego z systemowych gigantów wyprodukowanych przez kościół.
3. Kardynał G. dostał też karę, by wpłacić trochę pieniędzy na rzecz kościelnej fundacji zajmującej się pedofilią. Sęk w tym, że to fundacja episkopatu, czyli kasty, do której on należał, a która to zainteresowana jak najdłuższym ukrywaniem przestępstw dla dobra kościoła. W Polsce pewnie innych fundacji już nie ma. Pewną, chyba jedyną organizację tego rodzaju Polacy rozwalili, zresztą pewnie słusznie, jeśli prawdą jest, że jej szef od ofiar zbierał pieniądze dla siebie. Teraz karami dla przestępcy G. Kościół robi reklamę sobie samemu i swojej fundacji pedofilskiej stworzonej dla propagandy reżimu. Gdy oprawca stwarza struktury, które mają ścigać oprawcę, te wymagają jedynie nader krytycznej analizy i refleksji od społeczeństwa, któremu serwowane są podobne stwory. System kościelny nie jest zainteresowany walką z pedofilią, bo żeby ją realnie zwalczyć musiałby przerobić samego siebie i swój kodeks moralny deformujący zdrową seksualność. System jest zainteresowany tuszowaniem spraw i tylko takim ich rozwiązywaniem, by wyszły zawsze na dobro kościoła i do tego służą jego fundacje zajmujące się ofiarami pedofilii. W Polsce natomiast są one obiektem społecznego zaufania, bezdyskusyjnej aprobaty. Teraz kardynał G. będzie wspierał tę fundację i jej szefów i zastanawiam się, czy cały proceder nie przypomina czegoś z owej polskiej świeckiej fundacji, której szef miał sobie przywłaszczać część odszkodowań należących do ofiar, którym pomagał. Teraz coś podobnego jest możliwe w świetle kościelnego prawa karnego i za przyzwoleniem i podziwem usatysfakcjonowanego społeczeństwa, którego nie interesuje czy organizacja pedofilska episkopatu rzeczywiście pomaga bardziej ofiarom, czy raczej sobie i swojej propagandzie. W kościele jesteśmy ekspertami od przepływu pieniędzy. W kościele nigdy pieniędzy nie tracimy, bo one zawsze krążą między nami, z ręki do ręki. Wszystko pozostaje w kościelnym systemie, nawet jak zdołaliśmy przekonać prasę, że to pieniądze dla naszych ofiar. Kardynał G. wpłaci to, co ma wpłacić szefom polskiego episkopatu. A naród się cieszy, bo wierzy, że sprawiedliwości stało zadość... po polsku i po katolicku.
4. Jakby tego było mało, z przerażeniem słucham analiz światłych polskich ekspertów. Pewien socjolog w polskim radio komentuje zdarzenie z zadowoleniem, że niby Watykan wyłożył karty na stół (prof. Obirek). Gdy ekspert, były ksiądz, stwierdza, że młyny kościelne mielą wolno, ale mielą, to należy się zastanowić, czy nie brakuje w tej analizie zwykłego etycznego wyczucia o tym, że spóźniona sprawiedliwość po prostu sprawiedliwością nie jest. Profesor konkluduje, że Watykan serio traktuje to, co sam deklaruje, czyli zero tolerancji dla pedofilii i ukrywających ten proceder. Ekspert nie zastanawia się, czy owa watykańska technika zera tolerancji nie jest tylko sposobem na publiczne odcięcie się od ujawnionych pojedynczych przestępców, których nie dało rady już dalej ukryć, i oczyszczaniem w ten sposób aktualnej, publicznej twarzy kościoła. Nie zastanawia się, czy aby dla wykorzenienia przemocy nie trzeba zmienić systemu seksofobicznego, bo absolutnie nie wystarcza wystawiać prasie co jakiś czas sentencję karną kogoś, kto nie zdołał o czasie umrzeć czy może nie zdołano mu pomóc umrzeć, jak to było w przypadku polskiego nuncjusza więzionego w Watykanie o nazwisku Wesołowski. Profesor przypomina dowody efektywności Watykanu, którym ma być rzekomo dymisja całego episkopat w Chile. Problem w tym, że Franciszek tej ich masowej dymisji nie przyjął i większość z nich czuje się świetnie na nieodebranych im stołkach. Oto publiczne występy kościoła Franciszka, które nie mają żadnego znaczenia dla zmiany kościoła, ale świetnie służą jego propagandzie, są argumentem dowodzącym oczyszczanie się kościoła. Ekspert cytuje też historyjkę o tym, jak papież Franciszek zmienił zdanie i przyznał się do błędu na temat pedofilii w Chile. Wiara opinii publicznej w tę historyjkę jest dziś praktycznie nie do pokonania, tyle że papież zrobił to, co zrobił, gdy nie miał wyjścia, gdy został przybity do muru i nie mógł dalej ukrywać tego, co miało być ukrywane i bagatelizowane, a stało się ewidencją. Z niewiedzą czy błędem poznawczym papieża w sprawie pedofilii w Chile jest dokładnie tak, jak dziś w przypadku korupcji Watykanu, o której on nic a nic nie wiedział. Niedawno zdymisjonował tym razem włoskiego kardynała Becciu, którego sam mianował jako współpracownika swoich reform Kościoła. Wyeliminował go, gdy już dalej nie było możliwe ukrywanie skandalu i teraz przekonuje świat, że on nic a nic nie wiedział, podczas gdy taka jego niewiedza w systemie watykańskim po prostu nie jest możliwa. Papiescy poplecznicy, jak niemiecki kardynał Kasper, doszli do absurdu, udowadniając, że zdymisjonowanie kardynała Becciu jest dowodem na to, że papież reformuje kościół. Zdymisjonować skorumpowanego najbliższego współpracownika, którego sam wybrałeś, by walczyć z korupcją, nazwałbym fiaskiem reform czy przynajmniej bardzo smutnym wypadkiem przy pracy, natomiast niemiecki klakier, który z wcześniejszego reformatora kościoła stał się poplecznikiem konserwatyzmu, nazywa sukcesem kościelnych reform. Katolickie absurdy interpretacyjne sprawiają, że język świętuje, ale argumenty podobnej katolickiej science fiction świetnie funkcjonują w opinii publicznej, czyszcząc to, co ma być nietykalne. Polski profesor o karach Gulbinowicza mówi, że czas zabawy w ciuciubabkę mamy już za sobą, podczas gdy to akurat owe kary są w pełni częścią świetnie zatuszowanej zabawy w ciuciubabkę. Zabawa w ciuciubabkę trwa i w przypadku Dziwisza, McCarricka czy Jana Pawła II zmienia tylko zewnętrzną formę gry, dostosowując ją do sytuacji. System kościelny rzeczywiście jest o wiele bardziej przebiegły niż eksperci.
5. W rzeczywistości jak działa Watykan? Działa tylko reakcyjnie i tylko wtedy, gdy już nie daje rady dalej ukrywać sprawy, tuszować jej na wieki wieków, fałszować dla dobra kościół. Zaczyna działać, gdy ewidencja staje się publiczna, jak w Chile, gdzie papież zaczyna przyznawać się do błędu, oskarżając innych, że go oszukali, gdy trzeba opinii publicznej dać na przynętę jakiegoś kozła ofiarnego. Kościół działa tylko, gdy jest przyparty do muru, gdy nie ma innego wyjścia. Taka jest mentalność kościelna i kurialna. Takie są priorytety i standardy katolickiego systemu władzy. Kościół nie działa dla dobra ofiar, dla sprawiedliwości, dla odkupienia win i dla zmiany systemu, który winny jest przestępstwom, bo one są grzechem strukturalnym katolicyzmu, są wpisane w kościelne DNA. Kościół działa dokładnie odwrotnie: działa tak, by system patriarchalny i seksofobiczny, mizoginiczny i homofobiczny został zachowany, by relacje poddańcze i niewolnicze zostały podtrzymane. Jest zdolny poświęcić jednego, drugiego czy nawet trzeciego kardynała w taki sposób, by nic nie zreformować w przestępczym systemie i by kozły ofiarne postrzegane były jako wyjątki od świetlistej rzeczywistości. A Polakom i Polkom w to graj. My jesteśmy już zadowoleni, usatysfakcjonowani karnym rozmyciem jednej sprawy, bo przecież co, byśmy zrobili, gdyby zmienił się system kościelnej władzy nad nimi, co byśmy zrobili bez mizoginicznego, seksistowskiego, homofobicznego, patriarchalnego kościoła? Po prostu nie wiedzielibyśmy jak dalej żyć i egzystować, jak zagospodarować naszą wolność, jak samemu dokonywać racjonalnych wyborów.
Uhonorowany książę G. to najlepszy obrazek Polski i Polaków. To my jesteśmy owym G., to myśmy go stworzyli, wyhodowali, pozwalając na samopas kościoła. To jest też, generalnie mówiąc, jeden z najdoskonalszych produktów kościoła katolickiego, któremu „Polonia semper fidelis”. To nie jest żaden wyjątek, tylko dojrzały owoc katolickiego systemu władzy.
Przyjdą następni? Cóż z tego? Dziwisz? Głódź? Kilku innych, którym nie udało się umrzeć przed tym, jak przestało być możliwe dalsze ukrywanie systemowych przestępstw, jakimi sobie zabrudzili ręce? (Janowi Pawłowi udało się nie tylko umrzeć, ale i zrobić się świętym). Co z tego, że może niektórym nie uda się bezkarnie umrzeć? Z reakcji nas samych, Polek i Polaków, wzorowo wytresowanych kościelnych poddanych, już widać komu się uda. Uda się przeżyć katolickiemu systemowi władzy, propagandy i pogardy dla zwykłego człowieka. To system jest nietykalny i bezkarny, a dzieje się to nie bez naszego udziału.